Według słów Arkuszewskiej, Koperkiewicz miał powoływać się na swój wiek i doświadczenie, nie poddając dyskusji przedstawianych pomysłów.
- Pan Koperkiewicz stwierdził, że wie najlepiej i powinniśmy słuchać jego decyzji – mówiła – Nadszedł więc czas, że zdecydowaliśmy się na podpisanie wniosku o odwołanie pana Koperkiewicza. Był to koniec czerwca lub początek lipca 2015 roku.
Jak zeznawał świadek, podczas jednej z sesji Zenon Koperkiewicz miał pokazywać jej zdjęcia swoich wnucząt, co miało wywołać pewien żal i wątpliwości co do podjętej decyzji.
Z kolei 15 lipca 2015 roku podczas komisji oświaty, którą Arkuszewska prowadziła Zenon Koperkiewicz miał do niej podejść i powiedzieć, że nie będzie mówił jak wiceprzewodnicząca ma głosować w związku z jego odwołaniem, ale jak on zostanie odwołany, to ona zobaczy co się będzie działo w poniedziałek.
Te właśnie słowa miały zdecydować o podtrzymaniu swojej poprzedniej decyzji. Spytano świadka, czy podczas sesji „odwoławczej” Jan Budziński zabierał głos, co ta potwierdziła i powiedziała, że Budziński opisał spotkanie w gabinecie zastępcy burmistrza.
Po sesji Teresa Budzińska miała rozdawać zebranym stenogramy z tamtego spotkania. Spytano Arkuszewską o to, czy Krzysztof Lipiński reagował na wskazówki o tym, że Zenon Koperkiewicz nie nadaje się do pełnienia funkcji przewodniczącego. Ten miał tłumaczyć, że ówczesny przewodniczący miał gorsze chwile, ale wszystko będzie dobrze.
Spytano również, czy Jan Budziński ma wpływ na jej decyzje jako radnej, czemu Arkuszewska zaprzeczyła, jak również zaprzeczyła temu, jakoby już po wyborach miało dochodzić do spotkań między radnymi a Budzińskimi w domu Budzińskich. Po czym wrócono do tematu rzekomych słów Koperkiewicza do Arkuszewskiej i zapytano, czy mogła wówczas poczuć się zastraszona.
Odpowiedziała, że ton był zastraszający, a następnie spytano, czy obawy mogły być realne. Jak odpowiedziała – bycie radnym nie chroni przed utratą pracy.
Następna rozprawa zaplanowana jest na poniedziałek (28 sierpnia) na godzinę 9:00.