Reklama

Reklama

Kamczatka - spotkanie z podróżniczką Kamilą Kielar

Opublikowano: sob, 5 lis 2016 10:10
Autor:

Kamczatka - spotkanie z podróżniczką Kamilą Kielar - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Łęczycy zaprasza na spotkanie z podróżniczką Kamilą Kielar. Spotkanie odbędzie się 8 grudnia o godz. 17 w bibliotece.Kamila Kielar miała być arabistą, bo wydawało jej się, że lubi ciepło. Na szczęście zdarza się i tak, że studia jednak czegoś uczą i gdy przypadkiem wylądowała na fińskim uniwersytecie odkryła, że jednak tereny subpolarne są bezdyskusyjnie najfajniejsze na świecie. Z podróży zawsze przywozi coś więcej, niż tylko przeżycia i zupełnie nie chodzi tu o figurki na kominek, bo sama podróż jest dla niej jedynie pretekstem.

Reklama

Najważniejsze projekty podróżnicze, w jakich brała udział to Afryka Nowaka (dwa etapy) oraz samotne podróże rowerowe w poprzek całej Alaski i Kamczatki. Ma na koncie 6 kontynentów (choć wstyd przyznać, brakuje Antarktydy) oraz 60 krajów. Na razie.

Z dziada krakowianka, z pradziada kresowianka. Zjadaczka w każdych ilościach zupy pho, wędzonych kamczackich pstrągów oraz pierogów ruskich. Entuzjastka entuzjazmu. Tancerka orientalna, zakochana całkiem po polsku w kilku rodzimych reportażystach. Autorka paru wystaw, które – nie wiadomo dlaczego - zazwyczaj dotyczą Afryki. Jeśli nie pisze, a po swoich podróżach potrzebuje zarobić na kolejne - wtedy podróżuje z innymi.

Wyprawa zakładała samotne przejechanie Kamczatki na rowerze oraz roweroautostopem i dotarcie w ten sposób nie tylko do różnych jej kątów, czy na szczyty wulkanów, ale również do serc Rosjan. Ale powiedzieć, że cel wyprawy został zrealizowany, to za mało. Bo połączenie roweru, jako środka transportu, razem z podróżowaniem w pojedynkę oraz znajomością rosyjskiego umożliwia znacznie więcej, niż można zaplanować.

Przez miesiąc wyprawy łowiłam z rybakami nad Morzem Ochockim, wjechałam rowerem do base campu pod wulkanem i w iście downhillowym stylu z niego zjechałam, stałam się częścią społeczności Ewenków, prawie wyszłam za kamczackiego myśliwego, dotarłam do samego końca półwyspu, jadłam oczy ryby i to, co znalazłam w lesie, weszłam do wnętrza czynnego wulkanu, fotografowałam cmentarzysko bezimiennych statków i zamieszkałam w letniej rezydencji mafijnej.

A wszystko to udało się dzięki najbardziej sprzyjającemu kontaktom w podróży środkowi, czyli rowerowi. Pomiędzy kolejnymi przygodami starałam się nie stracić zębów na ekstremalnie wyboistych „drogach”, jak tu szumnie nazywają dukty, koryta wyschniętych rzek i rozjeżdżone przez ciężarówki wertepy. Każda z dróg bywała pokryta pyłem, który zbijał się w coraz gęstszą chmurę z każdym mijającym mnie Kamazem, piaskiem po osie, błotem po pas, a w najlepszym razie świeżym i przeraźliwie miałkim pyłem wulkanicznym. Słowem, zabawy nie brakowało

Wyprawa była kontynuacją projektu „Najdalszy zachód, najdalszy wschód”, który rozpoczął się samotnym przejechaniem rowerem Alaski w zeszłym roku.
Więcej na kamkiel.blogspot.com

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.