Reklama

Krzysztof Lipiński kontra Budzińscy: „Niechcący oszukaliśmy łęczycan”

Opublikowano:
Autor:

Krzysztof Lipiński kontra Budzińscy: „Niechcący oszukaliśmy łęczycan” - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Aktualności Dziś o godzinie 16 w urzędzie miejskim w Łęczycy odbyła się konferencja prasowa burmistrza Krzysztofa Lipińskiego, który postanowił oficjalnie odnieść się do ostatnich wydarzeń związanych z jego osobą. Przypomnijmy, że chodzi o zawiadomienie złożone do prokuratury przez Jana Budzińskiego. Burmistrz poruszył także temat rzekomej próby wyłudzenia od Teresy Budzińskiej kwoty w wysokości 50 tys. zł, oraz obecnej sytuacji panującej w radzie miasta i braku porozumienia z radnymi.Krzysztof Lipiński na początku konferencji oznajmił, że w ramach odpowiedzi na oskarżenia idące pod jego adresem, złożył zawiadomienie do prokuratury.- Chciałem powiedzieć, że musiałem zareagować i zlożyłem, czego się wstydzę, bo nie chciałem używać takich metod wobec osób, z którymi jeszcze nie tak dawno tworzyliśmy komitet wyborczy. I to jaki komitet wyborczy? Komitet, który sygnowałem swoim imieniem i nazwiskiem: komitet wyborczy Krzysztofa Lipińskiego. I to jeszcze wobec człowieka, który był pełnomocnikiem wyborczym mojego komitetu wyborczego, pana Jana Budzińskiego. Ja od początku wiedziałem, że to nie ten pan jest głównym motorem, inspiratorem tych wszystkich działań, bo było tajemnicą poliszynela, że główną osobą, animatorką tego całego zamętu niepotrzebnego jest pani Teresa Budzińska. Co ostatnie fakty potwierdzają. I z przykrością, zawstydzeniem i zażenowaniem muszę państwu powiedzieć, że dzisiaj zlożyłem zawiadomienie do prokuratury apelacyjnej w Łodzi, jak i również, to samo zawiadomienie wysłałem do prokuratury generalnej, jak i również to samo zawiadomienie złożyłem, jako informację do naszej łęczyckiej prokuratury rejonowej. Nie mogę dłużej bezkarnie, bezczynnie pozwalać się oskrażać o rzeczy, które z punktu widzenia prawa nie istnieją.Burmistrz mówił o nagrywanych rozmowach, gdzie jak wspomniał, nagrywanie w Polsce jest nielegalne. Jak przyznał, nie można nagrywać wszystkich prywatnych rozmów, bo doszłoby do „Kafkowskiego surrealizmu”. Następnie Krzysztof Lipiński przedstawił dziennikarzom zawiadomienia i to, czego one dotyczą. W zawiadomieniach są trzy punkty. Pierwszy dotyczy usiłowania wpływania groźbą bezprawną na czynności urzędowe organów samorządu terytorialnego burmistrza miasta Łęczyca i rady miasta. Drugi dotyczy uzyskania przez nieuprawnione osoby oraz ujawnianiu innym osobom informacji za pomocą nielegalnych urządzeń podsłuchowych. Trzeci i ostatni dotyczy zawiadomienia przez Jana Budzińskiego o przestępstwie, którego nie popełniono.

Krzysztof Lipiński opowiedział o tym, że Teresa Budzińska wykorzystała pewne zażyłości, jakie ich łączyły i fakt, że burmistrz „prawie codziennie” przebywał w domu państwa Budzińskich. Jak zaznaczył, była tam siedziba sztabu wyborczego, stąd jego częsta obecność. Powiedział, że zapewne archiwum nagrań z tego powodu musi być obszerne.

- Mówię o tym przede wszystkim dlatego, że należy zapoznań łęczycan z genezą tego wszystkiego, a po drugie, żeby dać sygnał wszystkim znajomym i osobom, które się kontaktują z rodziną Budzińskich, żeby uważali na to, co mówią, bo mogą być nagrani. Być może nie będzie to nigdy wykorzystane, ale nigdy nie wiadomo.

Burmistrz mówił o tym, że państwo Budzińscy dobrze znali jego ciężką sytuację rodzinną, natomiast dzięki swojej otwartości, zdobyli jego zaufanie. Jak wspomniał, myślał, że spotkał przyjaciół, przez co wzajemnie byli dla siebie wylewni.

- Pewnego razu, nie potrafię określić tego precyzyjnie czasowo, doszło do sytuacji, że musiałem pożyczyć trochę pieniędzy. Poprosiłem o to pana Janusza. Pan Janusz odpowiedział mi coś takiego: Panie Krzysztofie, niestety ja nie mogę pożyczyć, bo nie mam pieniędzy, ale moja żona ma, będę musiał zapytać. A ponieważ mi bardzo zależało, poprosiłem, aby zapytał. I odpowiedział mi po jakimś czasie, że tak, przygotuje mi te pieniądze. Te pieniądze oddałem panu Januszowi w terminie takim, jaki sobie ustaliliśmy. I bodajże, na koniec zeszłego roku, w atmosferze przyjaźni, dzisiaj widzę jaka to była przyjaźń, poprosilem już nie pana Janusza, nauczony doświadczeniem, ale panią Teresę. Pani Teresa powiedziała, że takimi pieniędzmi nie dysponuje, że może ewentualnie mi to w jakichś ratach pożyczyć. Ale ja potrzebowałem tych pieniędzy w dość krótkim czasie, w takiej sumie o jaką prosiłem, około 50 tys. zł. Nie udzieliła mi pożyczki i się skończyła dyskusja na ten temat. Ja o tym zapomniałem.

Burmistrz odniósł się także do tego, że w tej sprawie z panią Budzińską więcej się nie kontaktował. Jak zaznaczył, w tej konkretnej sprawie, ponieważ kontakt nadal był utrzymywany i to od strony pani Budzińskiej, która miała chcieć załatwić „swoje partykularne interesy”. Powiedział, że dopiero po czasie zrozumiał sugestie płynące z jej strony, że „jest taki sam jak Olszewski”.

- Mam takie przesłanie: dobierajcie sobie starannie przyjaciół, bo za chwilę mogą wykorzystać nagrania. I jeszcze jedno: ja nie popełniłem żadnego przestępstwa, bo prośba do przyjaciela o pomoc, w ten sposób wykorzystana, to ja nie wiem… brakuje mi słów. Ja jestem gotów poddać się badaniom na wariografie i jestem gotów zrobić to w każdej chwili. Jest mi przykro z tego powodu, że zaprosiłem do swojego komitetu osoby, które dzisiaj zachowują się w sposób tak skandaliczny. Którzy bez żadnych powodów przyłączyli się do tego klimatu, który stworzyła pani Teresa Budzińska. Zapomniały te osoby z mojego komitetu, co nas tak naprawdę połączyło. A połączyło nas to, żeby budować przyszłość królewskiego miasta Łęczyca. My nie po to przyszliśmy tutaj do rady, żeby „rządzić”, tylko po to, żeby ruszyć tę Łęczycę. A okazało się, że zmarnowaliśmy 8 miesięcy.

Krzysztof Lipiński opowiadał o spekulacjach krążącycych po mieście, między innymi o tym, że Jan Budziński miał chodzić po siedzibach partii politycznych w Łęczycy i wypytywać o ewentualne referendum w sprawie odwołania burmistrza.

-Ja mam takie informacje, że jeden z radnych, który zachowuje się dzisiaj w mojej ocenie jak członek sekty, chodzi po Łęczycy i roznosi takie informacje, a szczególnie po pubach i mówi, że Lipiński bierze pieniądze od pensji Urbańskiego, od pensji Muszyńskiego i prawdopodobnie bierze pieniądze od pani sekretarz. Apeluję do tych ludzi, żeby się opamiętali. Żeby nie przepaścili, tylko z zemsty, interesów tego miasta. My po to szliśmy do wyborów, żeby ściągnąć jak najwięcej pieniędzy z zewnątrz, żeby Łęczyca ożyła. I ci ludzie zachowują się tak, że ja się tego wstydzę i przepraszam łęczycan, że rekomendowałem te osoby w swoim komitecie. Ale jeszcze nic nie jest stracone. Przed nami trzy lata, ale w takim klimacie, jeżeli by to miało być w takim klimacie, to ja rezygnuję, dziękuję pięknie. Przeżyłem wiele rzeczy, myślałem, że jestem odporny, ale człowiek jest tylko człowiekiem.

Burmistrz zaczął mówić o tym, że z pewnych oskarżeń nie da się wytłumaczyć, a te są jemu stawiane. Odparł również zarzuty, według których miałby wołać pieniędzy od pensji Jana Budzińskiego.

Zaznaczył, że będzie szukał dalszego porozumienia z radą i wyraża chęć dalszej współpracy.

- Pani Teresa Budzińska wykorzystując instrumentalnie swojego męża i kilku obecnych radnych stworzyła coś na kszałt sekty. Oczywiście, wszyscy członkowie, każdej sekty na świecie myślą, że są najlepszymi i że to cały świat jest zły i szalony, a oni są ludźmi wybranymi, którzy mają jedyną wizję świata. I ci ludzie tak samo się zachowują, zapomnieli całkowicie o tym głównym celu, dla którego poszliśmy z komitetem Krzysztofa Lipińskiego do wyborów. Ale niestety okazuje się, że niechcący oszukaliśmy łęczycan. Możecie to nazwać jak chcecie, że jest to jakaś teoria spiskowa, że jestem moherem, ale takie są fakty.

Krzysztof Lipiński poruszył kwestię obniżenia pensji prezesa PEC-u, gdzie jak zauważył, pierwszy tę kwestię podniósł Zenon Koperkiewicz, który już nie jest przewodniczącym rady miasta, natomiast wokół burmistrza unosi się „straszny smród”. Powiedział,że to jest dobre dla konkurencji samorządowej w województwie łódzkim, gdzie jest marnowany czas na zbędne wojny.

- Skupiłem się z panem Urbańskim na robocie. Pracujemy po kilkanaście godzin. A państwo Budzińscy codziennie, systematycznie, spotykają się z radnymi, ci zbudowali sektę. To jest moje subiektywne zdanie i moja własna subiektywna ocena sytuacji.

Jak zaznaczył, bardzo chciałby się mylić. Powiedział o tym, że spotyka się z radnymi i próbuje rozmawiać.

- Jeżeli ktoś uważa, że Zenon Koperkiewicz był złym przewodniczącym, to proszę ocenić zachowanie jednego radnego, najwyższego. Nie można tego ocenić. Nie da się pracować w takiej atmosferze. Można być złośliwym, ale trzeba być inteligentnym. Bo jak ktoś jest złośliwy, a nie jest inteligentny, to wychodzi chamstwo. A to jest rada królewskiego miasta Łęczyca i na chamstwo, nie tylko w mojej ocenie, nie ma miejsca. Ja nie chcę pracować z chamskimi przedstawicielami rady, tym bardziej, że ja swoim nazwiskiem sygnowałem ten komitet. Pan Zenon Koperkiewicz jest człowiekiem niezwykle impulsywnym ale jest przede wszystkim krystalicznie czystym. Nie ma pana przewodniczącego i jest coraz gorzej.

Na koniec konferencji burmistrz odniósl się również do prac prezesa PGKiMu, gdzie przedstawione przez prezesa działania mogą przynieść nawet do 200 tys. zł. oszczędności. Jak zaznaczył, jeżeli prezes Jan Budziński przedstawi podobne działania, wysokość jego pensji zostanie przywrócona. 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE