Reklama

Nowy cykl: Kwestionariusz MojaŁęczyca.pl – odpowiada wicestarosta Krystyna Pawlak

Opublikowano:
Autor:

Nowy cykl: Kwestionariusz MojaŁęczyca.pl – odpowiada wicestarosta Krystyna Pawlak - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Choć polityka jest niezwykle ważnym elementem życia społecznego, to jednak jej przesyt może doprowadzić do niestrawności i bólów głowy. Dlatego też od dnia dzisiejszego ruszamy z zupełnie nowym cyklem, który będzie regularnie publikowany w każdy piątek.Nasza zabawa ma na celu pokazania lokalnych polityków z innej strony, w myśl hasła: „Nie taki polityk straszny, jak go media opisują”. Oczywiście postaramy się przepytać jak największą liczbę osób, nie tylko polityków, jednak idea pozostaje niezmienna – zabawa.Naszym rozmówcom zadajemy łącznie 22 pytania. Każdemu z nich to samo, w tej samej kolejności. Pytania zupełnie nie są związane z polityką, wzorem mogą przypominać słynne „Złote myśli”, które swego czasu zapewne każdy z nas wypełniał na szkolnym parapecie.Bez przedłużania, przed Wami wicestarosta powiatu łęczyckiego, pani Krystyna Pawlak.

Pedantka czy bałaganiara?

Pedantyczna bałaganiara, absolutnie. Strasznie podziwiam ludzi, którzy są pedantyczni. Gdy przychodzę do kogoś do domu i widzę, jak ma w szafie wszystko poukładane, albo do biura, gdzie stoją segregatory i panuje idealny porządek, jestem wtedy pełna podziwu, szacunku i natychmiast biorę się, u siebie, do roboty (śmiech). Ale w moim przypadku jest to absolutnie nieosiągalne, bo poukładam, posegreguję, a za pięć minut  i tak mam znowu bałagan. Na swoją obronę powiem, że w tym rogu mam to, w tej szafie mam to, więc wiem, gdzie co mam, ale nie tak jak pedant, także… raczej bałaganiara, choć pedantyczna, mam nadzieję (śmiech). 

Gdyby była Pani Borutą to szlachcicem czy diabłem?

Dla mnie nie ma jakiejkolwiek wątpliwości, kim chciałabym być, gdybym miała taki wybór. Chciałabym być absolutnie szlachcicem, bo nie wyobrażam siebie z ogonem (śmiech).

Urlop: w domu czy poza miastem?

Jestem przekonana, że w domu urlopu spędzać się nie powinno. Powinno się go spędzić chociaż na działce, u rodziny, czy wyjechać na wieś. Urlop spędza się w domu wtedy, kiedy się nie ma pieniędzy, ale jak już trzeba go tak spędzić, to chociaż wyjść na spacer, czy na rower. Człowiek dla komfortu psychicznego musi zmienić otoczenie, krajobrazy, ludzi i to jest wtedy urlop. Także absolutnie nie w domu.

Szkoła: kujonka czy wagarowiczka?

To taki miks jednego i drugiego. Z naciskiem na uczącą się, ale nie kujonkę. Lubiłam się uczyć, lubię się uczyć i powiem szczerze, że już po skończeniu studiów, brakowało mi tej nauki. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze dzisiaj potrafi dopaść mnie jakiś sen, że idę na egzamin maturalny albo okazało się, że podczas semestru nie chodziłam na jakiś przedmiot , czyli ta nauka do dziś jest dla mnie ważna. Oczywiście, zdarzały się wagary, to się zdarza. Choć przyznam, że strasznie nie lubilam przychodzić po wagarach do szkoły, bo wydawało mi się, że wszyscy wiedzą, że byłam na tych wagarach (śmiech).

Muzyka w samochodzie: radio czy płyty CD?

Jedno i drugie. Mam taką opcję w radio, że w momencie audycji informacji radiowych, muzyka mi się stopuje i słucham radia. A tak to, biorę swoje ulubione płyty, z tym że czegoś innego  słucham w domu, a czegoś innego w samochodzie. W samochodzie nie mogę słuchać na przykład muzyki Fado, choć bardzo lubię tę portugalską muzykę, ona jest za smutna, za smętna i nie nadaje się. Chociaż Amy Winehouse czy Zakopower to już absolutnie. To są płyty, które kocham i muszą lecieć w trakcie jazdy samochodem.

Dobry film czy dobra książka?

Jak coś jest dobre to i film i książka (śmiech). Mam swoje ulubione filmy i na przykład potrafiłam katować wszystkich jednym filmem, który kilka lat temu zrobił na mnie duże wrażenie, to był film Claude’a Leloucha „Piano bar”, z moim absolutnie ukochanym brytyjskim aktorem Jeremym Ironsem. Wszystkie filmy, w których grał, obejrzałam i mam ogromny sentyment do jego ról. Więc katowałam wszystkich tym filmem pytając, czy znają „Piano bar” (śmiech). Dobra książka dla mnie to taka, gdzie mogę czuć i widzieć, to co czytam. Ostatnio czytałam „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk i ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, bo widziałam to, co autorka pisze. Przedstawiona tam jest Polska XVIII wieku, książka trochę kontrowersyjna ze względu na wypowiedzi autorki po otrzymaniu nagrody Nike, bo porusza trudne tematy XVIII-wiecznej Polski, gdzie było mnóstwo konfliktów, choćby na tle religijnym.

Kawa czy herbata?

Nie piłam kawy do prawie 30-ego roku życia, ale zapach kawy uwielbiałam zawsze. Gdy tylko przechodziłam obok kawiarni, czy gdy ktoś zaparzył kawę to szalenie mi się to podobało. I w końcu zaczęłam tę kawę próbować. Nie jestem fanką kawy, raczej herbaty, choć kawę pijam. Herbatę traktujemy trochę jak taki przepychacz, do wszystkiego (śmiech). Do każdego posiłku musi być herbata , gdy ktoś przychodzi od razu pytamy: kawa czy herbata? I taki jest to już nasz slogan, herbatę pijemy bez zastanowienia, po prostu parzymy i pijemy (śmiech). Ale jeśli już, to lubię zaparzyć sobie liściastą herbatę.

Sport: chętnie pobiegam czy chętnie popatrzę?

Popatrzę (śmiech). Nigdy nie uprawiałam czynnie sportu, trochę grałam w ping-ponga. Tenis stołowy to było coś, z czym się czułam dobrze i gram do dzisiaj. Ale jeśli chodzi o oglądanie, to nie odpuszczę niczego, co się wiąże z siatkówką w wykonaniu mężczyzn. Nasza liga siatkarska, najbliższy mi klub Skra Bełchatów, a najbliższy dlatego, że wiele osób z Łęczycy jest w Klubie Kibica. Wielokrotnie bywałam na meczach w Bełchatowie, no i reprezentacja oczywiście. Strasznie podoba mi się siatkówka, a jak już grają Polacy, to z całą pewnością jest to widowisko.

Seriale: polskie czy zagraniczne?

W ogóle tak naprawdę. Nie lubię seriali dlatego, że oglądam telewizję tylko wtedy, gdy mam czas. A serial trzeba oglądać wtedy, kiedy jest emitowany. Więc nie oglądam żadnego serialu systematycznie. Ale klasa serialu kojarzy mi się ze starymi, polskimi serialami, jakim byli „Chłopi”, czy „Noce i dnie”. Uważam, że to jest klasa serialu, który pokazał nam polską wieś, choć nie tylko, w minionej epoce. Zrobił to z ogromną precyzją, jeśli chodzi o kostiumy, scenografię i z ogromnym poziomem emocji.

Krajobraz: morze czy góry?

Najlepsze jest połączenie morza i gór. Dlatego tak pięknie jest w Chorwacji, Hiszpanii czy Portugalii. Tam, w większości miejscowości, góry są na horyzoncie tam, gdzie jest morze. Nigdy nie mogę się zdecydować: morze czy góry. Choć myślę, że góry dają większą możliwość estetyczną niż morze, więc jeśli miałabym naprawdę wybierać to jednak góry.

Język obcy: niezbędny czy fajny dodatek?

Jest absolutnie niezbędny. Uważam, że jeżeli chcemy uczestniczyć we wszystkim absolutnie, żeby chociaż przeczytać etykietę na kosmetykach, jest absolutnie niezbędny. Chociażby po to, aby zrozumieć co się mówi z ekranu telewizyjnego, gdzie używane są pewne zwroty, czy słownictwo w filmach, książkach, które są wtrącane. Nie jestem wówczas konsumentem pełni wiadomości, jakie są przekazywane. Nie wspominając o języku angielskim, który już całkowicie zawładnął. Jeżeli myślimy o funkcjonowaniu w administracji czy kulturze, to nie ma możliwości, aby nie znać języków obcych. I to jest coś, co rozumie większość rodziców, dlatego dzieci są edukowane pod tym kątem, co jest szalenie optymistyczne.

Nauka: humanistka czy umysł ścisły?

Ja zdecydowanie humanistka, z uwagi na predyspozycje, bo z tym się jednak trzeba urodzić. Nie wymyśli się umysłu ścisłego, kiedy nie mamy u dziecka takich predyspozycji. Oczywiście, to będzie rzemieślnik, który pozna matematykę, który pozna fizykę, czy nauki techniczne, ale to nigdy nie będzie gwiazda kierunków ścisłych. Dlatego edukacja musi być związana z predyspozycjami psycho-fizycznymi. Ja niestety jestem humanistką. Mówię „niestety”, bo chciałabym mieć umysł ścisły. Wtedy zdecydowanie fajniej się patrzy na świat. Patrzę na umysły ścisłe i zazdroszczę, bo ja takiego talentu po prostu nie mam (śmiech).

Wiadomości: w telewizji, internecie, czy gazecie?

Wszędzie, byleby były wiadomości. Aczkolwiek bardzo lubię prasę codzienną i tygodniki, dlatego, że mogę w każdej chwili odłożyć. Zdecydowanie wolę prasę, ale z przyjemnością oglądam programy publicystyczne. Oglądam programy na różnych stacjach, bo różne stacje eksponują różne wiadomości i nie mówię o interpretacji, ale o nacisku. Chociaż, w polskiej telewizji, jak się przegląda, to właściwie te wiadomości w takim głównym rysie są podobnie selekcjonowane.

Jedzenie: domowe czy na wynos?

Nie lubię jedzenia na wynos. Jedzenie na wynos kojarzy mi się z tym, że je się w biegu, z tym, że je się w samochodzie, czy na ławce… Nie lubię tak jeść. Lubię jeść przy stole lub tak, żeby można było rozmawiać z innymi osobami. Jedzenie na wynos też kojarzy mi się z tym, że jestem głodna i muszę natychmiast zjeść. A jedzenie chciałoby mi się kojarzyć z tym, że gdy jemy, to jemy wspólnie.

Główna cecha Pani charakteru?

Z wykształcenia jestem psychologiem i wiem, że każdy człowiek, gdy przyjdzie mu o sobie opowiadać, to najpierw zaczyna od tego wszystkiego, co jest w nas złe. Ja też się na tym złapałam i myślę, że mam dużo cech, które utrudniają mi pracę i kontakt z ludźmi. Z pewnością jest to upór. Nie można być upartym, ale wiem, że jestem uparta (śmiech). To jest coś, co chciałabym w sobie zmienić, ale to nie jest takie łatwe. Jak sobie człowiek coś ubzdura i uzna kierunek za dobry, to ciężko mu przyjmować racje innych. A te racje innych człowiek odbiera, jak dyskusje przeciw sobie i wówczas tym bardziej człowiek się upiera. To cecha, która u mnie dominuje, choć zdaję sobie z tego sprawę i staram się obiektywizować pewne sytuacje i mam nadzieję, że to mi wychodzi coraz lepiej (śmiech).

Trzy rzeczy, jakie zabrałaby Pani ze sobą na bezludną wyspę?

W życiu bym tam nie pojechała (śmiech). Za nic na świecie nikt by mnie tam nie wysłał. Gdy byłam dzieckiem i czytałam „Robinsona Crusoe’a” to ja się po prostu bałam. Ja mu współczułam. Dlatego ja, na bezludnej wyspie nie dałabym się umieścić, nawet w ramach eksperymentu. A jeżeli byłabym do niego przymuszona, to bym zabrała pociąg wypełniony ludźmi (śmiech). Nie zniosłabym takiej izolacji na dłuższą metę.

Jaki był najszczęśliwszy dzień w Pani życiu?

Nie ma takiego dnia. Wydaje mi się, że szczęście to stan chwilowy, przejściowy. Stan wynikający z sytuacji, z umysłu, ze zdarzeń, które nam się przytrafiły, więc takich chwil szczęśliwych każdy w życiu ma. Ja chwil miałam mnóstwo. Są to asocjacje związane z przyrodą, rozgwieżdżonym niebem, oświetlonym parkiem, przyjemnym spotkaniem z ludźmi, urodzeniem własnych dzieci, fajną rozmową z partnerem… Jest mnóstwo sytuacji, gdzie człowiek czuje się zadowolony i szczęśliwy. Myślę, że życie to perełki, ale takiego dnia nie wskazałbym, że ten akurat był moim najszczęśliwszym.

Ulubiony bohater filmowy?

Nie mam takiego bohatera filmowego. Nie patrzę w ten sposób na filmy. Są filmy, które mi się podobają na swój sposób, ale nikt nie przedstawił się tak, żebym powiedziała: „ooo, to jest mój ulubiony bohater filmowy”. Nie ma takiej roli. Chociaż jeśli miałabym wybrać, to niech będzie Kubuś Puchatek. Oglądałam mnóstwo filmów animowanych z dziećmi i one są na kapitalnym poziomie. Sztuka filmowa buduje coś nieprawdopodobnego. Więc, jeżeli miałabym wybrać, to z filmów animowanych podoba mi się naiwny Kubuś Puchatek, który odkrywa świat, przyjaciół… Fantastyczna postać.

Najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Miałam fajne dzieciństwo dlatego, że miałam kochającą rodzinę i rodzeństwo. Wychowałam się na podwórku przed blokiem, a kiedyś była to ogromna wartość, gdzie było pełno dzieci, z którymi mieliśmy różne zabawy. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy to były sytuacje, które śmieszą mnie dziś, choć wtedy nie śmieszyły (śmiech). Mama kupiła sobie kiedyś materiał na sukienkę i przyniosła złożony do domu. Miałam z cztery lata i tak mi się ten materiał strasznie spodobał, więc stwierdziłam, że moja lalka to dopiero by w czymś takim wyglądała! Ale wiedziałam, że w żaden sposób mama mi tego materiału nie da, więc postanowiłam, że wytnę ten materiał tak, żeby mama tego nie zauważyła. Po prostu odwinęłam i ze środka wycięłam dziurę nożyczkami  i złożyłam z powrotem, bo byłam przekonana, że tego nikt nie odkryje (śmiech). Drugą śmieszny przypadek był taki, że szykowana była w domu duża impreza pod tytułem: chrzciny. I były kiedyś takie dezodoranty, choć dzisiaj też są, w kulce. No i ja otrzymałam ten dezodorant. Nachyliłam się nad dużym garem z rosołem, który się gotował, trzymając dezodorant w ręku. Para go rozpuściła i ta cała kulka kosmetyczna wpadła do rosołu (śmiech).

Co Panią najbardziej irytuje?

Agresja. Przyznam szczerze, że boję się ludzi agresywnych i to mnie wyjątkowo irytuje, bo uważam, że można mieć do siebie żal, pretensje, ale człowiek zawsze powinien agresję wytonować. Ona niczemu nie służy. Agresja pobudza tylko emocje i wzbudza niechęć jednych do drugich. I to mnie irytuje. Kiedy rozmawia się, czy prywatnie, czy zawodowo, na pewnym poziomie agresji i nie chodzi tylko o podniesiony głos, czy używanie brzydkich słów, co jest ewidentnym objawem agresji, ale bardzo nie lubię również agresji psychicznej. Jako psycholog odrobinę się znam na agresji psychicznej i wiem, kiedy ktoś to stosuje. Strasznie mnie to denerwuje i irytuje. Uważam, że taką agresję stosują ludzie inteligentni i to jest nie fair wobec innych. Jeżeli się nie mówi wprost, tylko gdzieś między wierszami próbuje się sprzedać komunikat  taki, gdzie człowiek się nie domyśla o co chodzi. Agresji i cynizmu bardzo nie lubię.

Największe niespełnione marzenie?

Nie jeżdżę na nartach. Choć próbowałam. I to jest moje marzenie, które jest niespełnione. Jestem trochę za ciężka, trochę za duża i teraz się boję. Ale w młodszym wieku próbowałam i słabo mi to wychodziło , czyli ta moja motoryka nie jest skoordynowana. Jak patrzę na komunikaty mówiące o tym, gdzie i ile spadło śniegu, to taka jestem zazdrosna, o tych co jeżdżą na nartach… (śmiech). Wydaje mi się, że to jest piękny sport. Jakieś 5 lat temu postanowiłam sobie, że będę jeździła na nartach. Miałam instruktora i instruktor się przedstawia: „Andrzej Nędza jestem”. No to już wiadomo było, że się nie nauczę (śmiech). Chyba za bardzo się bałam, że zrobię komuś krzywdę. Bałam się, że ktoś na mnie wpadnie i chyba ten lęk mnie trochę paraliżował. To jest moje niespełnione marzenie i zła jestem na to, że tego nie umiem.

Co najbardziej ceni Pani u przyjaciół?

Lojalność. Uważam, że przyjaciele nie muszą się ze mną zgadzać, przyjaciele nie muszą mnie kochać, po prostu żeby mnie rozumieli. Ale muszą być lojalni. Jeżeli ktoś nie jest lojalny, to nie jest przyjacielem. Lojalność, dyspozycyjność dla siebie, jeżeli potrzebujemy się nawzajem. Potrzebujemy do zabawy i potrzebujemy do problemów, więc to jest cecha u ludzi, których nazywam przyjaciółmi, a którą cenię najbardziej. Bo lojalność oznacza, że nikt mnie nie okłamie, że nikt mnie nie oszuka i powie wprost: „Słuchaj, robisz źle”. I ja tego oczekuję od przyjaciół, mówienia prawdy i bycia lojalnym.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE