Reklama

Reklama

Okiem Kucharza: Bo to wszystko wina Fenicjan

Opublikowano: pon, 17 paź 2016 07:30
Autor:

Okiem Kucharza: Bo to wszystko wina Fenicjan - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Na „dzień dobry” zrobimy sobie delikatne ćwiczenie, ok?Niech podniosą lewą rękę w górę ci, którzy uważają, że w życiu mają wystarczającą ilość pieniędzy i nie chcieliby dostać żadnego gotówkowego gratisu. A teraz, niech podniosą prawą rękę w górę ci, którzy jednak by chętnie przygarnęli jakiś pieniądz. Ot, wyobraźmy sobie, że przed komputerem leży 500 zł, które do nikogo nie należy. Ale, może należeć do nas, jeśli tylko wyciągniemy po nie rękę. To nie jest „1984” i nikt nie jest monitorowany, ale podejrzewam, że większość z was, chętnie przygarnęłaby jakiś dodatkowy pieniądz. Nie jestem hipokrytą i przyznam, że sam bym wziął. I trudno o to do nas mieć pretensje. Oczywiście, to, co później z tą gotówką byśmy zrobili i jak ją wydali to kwestia sumienia każdego z osobna, ale przyznam, że nie znam osoby, która by powiedziała, że w życiu ma dość pieniędzy. To nie jest nasza wina, tylko wina Fenicjan, którzy wymyślili, że całkiem fajnie będzie płacić garstką miedziaków za towar. I tak to już zostało…Wewnętrzną potrzebę bogacenia się interpretuję jako element rozwoju, jeżeli mówimy o zdrowym podejściu do tego. Jeżeli przekroczymy niewidzialmą granicę, możemy zostać odebrani jako chciwi lub niegospodarni.Niemniej, ta ciągła potrzeba w zdrowych dawkach jest jak najbardziej potrzebna. Dobrym przykładem mogą być ludzie, którzy zaczynają swoje treningi na siłowni. Zaczynają od lekkich ćwiczeń, a wraz z czasem i wkładaną w to konsekwencją i determinacją, sami sobie podnoszą poprzeczkę, by osiągnąć zadowalający efekt. I za rok wyglądają jak młodzi bogowie, a inni powiedzą z zazdrością: „Kwestia diety i metabolizmu”. Bo codziennej pracy nie widzi nikt. Troszkę podobnie jest z szeroko pojętą majętnością, kiedy często widzimy tylko efekt. No i potem pada słynne na całą Polskę (i nie tylko) zdanie: „Ciekawe komu ukradł”. 

Reklama

Ale ja się troszkę zapędziłem w swoich wywodach i dzisiaj nie chcę rozprawiać o pieniądzach jako takich, ale o pieniądzach konkretnych.

W Wydziale Promocji znowu świeci pustka, w wyniku czego radni w ubiegłym tygodniu debatowali nad przesunięciami w budżecie. Okazało się bowiem, że zbliżają się imprezy, a nie ma środków na ich odpowiednią realizację. Sam burmistrz przyznał, że wstydził się, gdy dawał gościom z Japonii wizytówki zamiast fikuśnych kubków, czy innych gadżetów, więc fajnie by było, jakby tych pieniędzy było więcej.

Tę potrzebę pieniądza rozumiem. Promocja jako taka jest niezwykle ważna, a większość ludzi jest wzrokowcami. Widoki, jakie zapamiętają z wizyty w Łęczycy to ich sprawa, ale zapamiętają także to, co będą trzymali w łapce. I jak delikwent zobaczy wypchaną torbę gadżetami, z całą pewnością o wiele przyjemniej pomyśli o tym miejscu, niż gdyby miał trzymać wizytówkę burmistrza. W pełni to rozumiem. 

Nie rozumiem natomiast innej rzeczy. Bo, wiecie, gdy się projektuje budżet na następny rok, jest coś takiego jak kalendarz (bywa przydatny) i się widzi wyraźnie kluczowe imprezy, tudzież święta, które w mieście będą obchodzone. 

Podejrzewam, że przy projektowaniu budżetu domowego jest podobnie, tyle, że wówczas mówimy o miesiącu. I wtedy liczymy: „Aha, wtedy są imieniny, tutaj urodziny dziecka, do tego muszę spłacić ratę, a do tego rachunki” i tak dalej i tak dalej. I stety lub niestety, gospodarujemy tym, co mamy. O nagłych wydatkach mówimy wtedy, gdy ktoś bliski zachoruje, czy zdarzy się jakiś inny losowy wypadek, ale generalnie kroimy tym materiałem, co mamy. 

Jak ma się to do wydatków na promocję? Ano tak, że tych nagłych, losowych wydatków jest znacznie za dużo. 

Rozumiem wydatki na gadżety, wizyty, które często wypdają na ostatnią chwilę lub jakieś fajne pomysły, na które wpadniemy w kwietniu, ale jeszcze w grudniu w życiu byśmy o nich nie pomyśleli etc. 

Z tym, że z tego co widziałem, te przesunięcia dotyczą np. zabawy sylwestrowej czy obchodów Święta Niepodległości.  Czyli świąt, imprez, które w kalendarzu walą nam zazwyczaj czerwonym kolorem po oczach. 

Więc, albo przy projektowaniu ktoś zapomniał o tych imprezach, albo w wyniku złej gospodarności po prostu brakło pieniędzy. I ta czy ta wersja nie brzmi zbyt przychylnie. A przecież jeszcze wcześniej – tutaj mogę się mylić, więc proszę mnie poprawić – przesuwano również pieniądze na obchody rocznicy Bitwy nad Bzurą.

A orkiestra dęta z Włodzimierza Wołyńskiego? Zapewne kojarzycie, że goście z Ukrainy pojawili się podczas Barw Jesieni. I nie chodzi o to, żeby nie przyjeżdżali, ale pamiętam jak na komisji burmistrz zwracał się do radnych, aby ci przesunęli pieniądze na ten cel. Kiedy nie chcieli, burmistrz powiedział, że zaproszenie już wysłał. Jak to nazwiecie?

Tak krawiec kraje jak mu materii staje – ja odnoszę dziwne wrażenie, że akurat ten krawiec, siedząc pod utkanym przez siebie kocem, chce sobie przykryć szyję, ale robi to na tyle niefortunnie, że przy okazji odkrywa sobie nogi. I potem mówi, że mu zimno.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.