Reklama

Reklama

Okiem Kucharza: Coś się kończy, coś się zaczyna

Opublikowano: pon, 6 lis 2017 07:30
Autor:

Okiem Kucharza: Coś się kończy, coś się zaczyna - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Kiedyś, kiedy jeszcze lubiłem oglądać telewizję (teraz już nie lubię), na jednym z kanałów popularnonaukowych, bodajże co czwartki, leciało coś na wzór Pogromców Mitów. Tyle, że tam nie obalano mitów na zasadzie – czy podczas deszczu bardziej zmoknę biegnąc czy idąc (tu ciekawostka: tak samo zmokniemy) – tylko brano pod włos popularne mity i miejskie legendy. I tak dla przykładu postawiono zweryfikować mit Potwora z Loch Ness. Istnieje? Nie istnieje? Dziennikarze i naukowcy zrobili dochodzenie, badając jedno ze zdjęć uznanych za dowód. Pewnie kojarzycie takie czarnobiałe zdjęcie, przedstawiające ni to węża, ni to dinozaura.Autorem tejże fotografii był jakiś lekarz, więc z racji tego, że autorytet, to ciężko było się ot tak sprzeczać. No, ale okazało się, że podpytano znajomych tego lekarza (i chyba samego lekarza, który przez długi czas utrzymywał, że zdjęcie przedstawia właśnie Nessie) i przyznali oni, że zdjęcie przedstawia – a i owszem potwora – ale zabawkę. Odpowiednia perspektywa, kiepska jakość zdjęcia i kilka autorytetów i voila! Legenda gotowa. 

Reklama

Podobnie było z Wielką Stopą. Chodzi o humanoida, który ma z dwa metry i przypomina fuzję małpy z człowiekiem. Dziennikarze i naukowcy też pobadali, poszperali i postanowili zmierzyć fakty z jednym ze zdjęć, również podobno uznanych za dowód. 

Tam okazało się z kolei, że był to żart. Dotarli albo do autora zdjęcia, albo kogoś bliskiego i w skrócie wyszło na to, że ktoś się przebrał za Wielką Stopę, ktoś inny zrobił zdjęcie. Oczywiście – kiepskiej jakości (ale już kolorowe!), nagle kilku świadków się znalazło i mamy – w Ameryce grasuje Wielka Stopa. Tam było chyba nawet tak, że jakieś gazety podłapały temat i poszły tym tropem. 

Zmierzam do tego, że w tych materiałach obalono rzekome dowody istnienia obu stworów. Oczywiście nie ma co liczyć na to, że cały świat obejrzał te materiały, ale są to mity, które lubią być obalane przez naukowców i dziennikarzy.

Niemniej, wciąż – a mamy 2017 rok – istnieją zwolennicy, którzy twierdzą, że rząd ukrywa Wielką Stopę, a Nessie miała być tajną bronią na komunistów. I mój ulubiony przykład – reptilianie. Gdzieś są, krążą, przybierają ludzkie formy, po to, żeby zrobić z nas niewolników. Tudzież zjeść. Lub zniewolić i zjeść.

O tych mitach i legendach tak zacząłem, bo pasuje to z tym, co Krzysztof Lipiński mówił po usłyszeniu wyroku. Jestem przekonany, że znajdą się ludzie (i pewnie już są), którzy pójdą tym tropem i stwierdzą, że wyrok dla burmistrza to jeden wielki spisek, który miał na celu odsunięcie go od władzy. 

Mi zbyt wiele rzeczy się w tym nie zgadza, ale z drugiej strony – skoro burmistrz mówi o tym na głos i publicznie, to musi mieć twarde, niezaprzeczalne dowody. W innym przypadku podziwiam za okazaną odwagę. 

No, ale przy tym wyroku się zatrzymam na chwilkę i całej tej sytuacji. Mnie ona absolutnie nie cieszy. Według mnie, w ogóle nie powinna mieć miejsca, bo wieść poszła w Polskę. A wieść brzmi – Łęczyca ma burmistrza, który został skazany. 

A gdyby został uniewinniony, nic by to nie zmieniło. Bo ludzie z innych miast wiedzieliby, że Łęczyca ma burmistrza, który był oskarżony o żądanie korzyści majątkowej i przekroczenie uprawnień. Nie, takie wieści nie są fajne. 

Czy to spisek spowodował, że burmistrz usłyszał wyrok? Jak wcześniej napisałem – jeżeli Krzysztof Lipiński tak uważa, to najwyraźniej ma dowody. Chociaż jak na moje, spowodowała to wypadkowa nieodpowiedzialnych zachowań, do której, idąc tą linią obrony, nie można się przyznać.

Podam przykład – 20 czerwca i początek rozprawy. Pada wniosek o wyłączenie sędziego. Co było argumentem? Czy było to, że, tu przytoczę słowa Lipińskiego z konferencji: „Moim zdaniem i mojego obrońcy ten sąd nie powinien zajmować się tą sprawą. Wystąpiliśmy na początku procesu o to, aby to inny sąd prowadził. Proszę państwa, nie może być tak, żeby w sądzie, w którym ktoś jest sądzony, obrońca posiłkowy był mężem sędziny z tego wydziału.”?

Nie. Argumentem było to, jakoby Teresa Budzińska miała utrzymywać kontakt z sędzią, ponieważ na jednej z sesji powiedziała: „Pani sędzia nie wiedziała o tych faktach, była zdziwiona, bo dostarczyłam jej tę informację pochodzącą z mediów”. Wniosek nie został uwzględniony.

Ale powtarzam, zapewne pan burmistrz ma dowody. 

Z jednej strony wyrok kończy sagę, którą żyliśmy od dobrych dwóch lat, a z drugiej strony rozpoczyna kolejna – apelację Krzysztofa Lipińskiego. 

A z trzeciej strony, powoli bo powoli, ale ruszać będzie kampania wyborcza. Jeśli nie teraz, to zaraz. Coś się kończy, coś się zaczyna.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.