Reklama

Okiem Kucharza: Na nudę nie narzekam

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: Na nudę nie narzekam - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Zanim przejdę do rzeczy, parę słów wstępu. Tak, wiem, że dziś mamy Śmigus-Dyngus i wiem, że część z Was wciąż żyje świętami. W końcu mamy drugi Dzień Świąt Wielkanocnych. Więc, ostrzegam: będzie o polityce i będzie mało świątecznie.Jeżeli ktoś nie chce psuć sobie dobrego humoru lub jeżeli ktoś chce się powkurzać dopiero jutro, bo przyrzekł sobie, że od polityki odpocznie – polecam przeczytać ów felieton dopiero jutro.

Dobra, to może zacznę od początku, a dokładniej od zeszłego poniedziałku. Otóż właśnie w poniedziałek gościła u nas pani Izabela Trojanowska. Skorzystam z okazji i złożę gratulacje i wyrazy szacunku dla pani dyrektor Domu Kultury Olgi Kurowskiej za organizację takiego cyklu.

No więc w ten poniedziałek była u nas pani Izabela. I właśnie wizyta pani Trojanowskiej świadczy o tym, że jeśli chce się dogodzić każdemu, to… nikomu się nie dogodzi. Spotkałem się z opiniami, dość negatywnymi, że pani Trojanowska śmiała śpiewać w Wielki Tydzień. Że było głośno, hucznie… no, że nie wypada.

Nie wiem jak wygląda harmonogram pani Trojanowskiej, ale zakładam, że w inny dzień przyjechać nie mogła. I tak lepiej, że przyjechała w poniedziałek, a nie w Wielki Piątek. Jeżeli widzimy ogłoszenie, że przyjeżdża artystka, to siłą rzeczy możemy spodziewać się tego, że będzie ona śpiewać. Nie będzie malować ścian ani układać domino. Tak, będzie śpiewać.

To jest bardzo proste. Albo się z tym zgadzam i pójdę, wszakże nie będę tańczył, a jedynie słuchał. Albo nie odpowiada mi to i nie idę. Jednak jestem przekonany, że spotkanie na pewno nie miało na celu obrażenia czyichś uczuć religijnych. Czasem niepotrzebnie dopisujemy jakąś ideologię.

***

Wiemy już, że miasto zajęło bardzo niską pozycję w konkursie Modelowa Rewitalizacja Miast. Pięćdziesiąte piąte miejsce dumą nie napawa. Sukces ma wielu ojców, porażka ma jedną matkę… czy jakoś tak.

I zaczęło się. Wina Lipińskiego! Nie, to wina urzędników! Nie, to wina radnych! Nie, to wina PiS-u! Nie, to wina reptilian!

Cała zabawa w zgaduj-zgadulę polega na tym, że przegranym jesteśmy my. My, wszyscy łęczycanie. W końcu sam burmistrz przypomina nam o tym, że drugi Central Park zalewy mają być dla nas, więc straciliśmy na tym wszyscy.

Zamiast wskazywać paluszkiem na winowajcę, myślę, że tak liche miejsce warto potraktować po prostu jako kubeł zimnej wody. Że gadaniną nie zrobimy porządnej rewitalizacji, lecz pracą.

Choć cały czas uważam, że to przerost formy nad treścią i że zalewy, owszem, warto zrewitalizować, ale nie według tego, co widnieje we wstępnej koncepcji rewitalizacji. Ale to może kwestia mojego ciasnego umysłu. Nawet projektowanie domu w grze The Sims przychodziło mi z trudem i musiałem ratować się wpisywaniem kodu powodującego przypływ gotówki (rosebud czy jakoś tak).

Chyba, że… Tutaj też wpiszemy jakiś kod?

***

Nie będę ukrywał, że od Niedzieli Palmowej zacząłem odliczać dni do Wielkanocy. Napiszę wprost: spodziewałem się błogiej wegetacji. W końcu to miał być Wielki Tydzień, a wszyscy, którzy uważają się za głęboko wierzących katolików, na okrągło powtarzali o pokorze i tym podobnych.

No, ale tydzień był jaki był. Spodziewałem się nudy, a dostałem rollercoaster z takimi zakrętami, że chyba nawet nie muszę pić, żeby osiągnąć błogi stan.

Jeśli czytacie w miarę regularnie moje felietony, to prawdopodobnie zauważyliście, że jeżeli poruszam dany temat, unikam dokonania jednoznacznej oceny. Staram się nie pisać, że ten jest zły, a tamten dobry, tylko staram zachować się pewną równowagę.

Tak w tym momencie tę równowagę odrzucam. I tutaj napiszę bez ogródek: burmistrz Krzysztof Lipiński popełnił ogromny błąd, publikując swoje pismo zaadresowane do mieszkańców i radnych z jego komitetu na stronie urzędowej. Nazwę to nietaktem.

Nie skupiam się tutaj na treści pisma i tego, co było komu łatwione po znajomości, a co nie było. Czy to, co napisał burmistrz jest prawdą, a co nie jest. Podobnie jest w przypadku ogłoszeń publikowanych przez radnych. Materię na tę chwilę odrzucam, skupiam się na formie.

Spójrzmy na całą sytuację, biorąc ją na chłopski rozum. Tygodnik, jak sama nazwa wskazuje, ukazuje się co tydzień. Z racji drugiego dnia świąt wiemy, że w Śmigus-Dyngus on się nie ukaże.

Czym się różni strona internetowa od tygodnika? Ano, że można w każdej chwili wrzucić na nią informację, z czego ja, na przykład dziś, korzystam.

No więc radni, nie wiem czy specjalnie czy nie, wykorzystali okazję i wrzucili swoje ogłoszenie akurat w ten feralny poniedziałek (21 marca).  Łatwo się domyślić, że materiał sponsorowany uderzał w burmistrza, który nie miał możliwości udzielenia, w miarę szybkiej, odpowiedzi w owym tygodniku. Natomiast miał od tego stronę. Jeżeli tak bardzo zależało mu na odpowiedzi, mógł w ten sam dzień odpowiedzieć.

Odpowiedź jednak przeczytaliśmy w środę. I tutaj mamy do czynienia z drugim błędem popełnionym przez burmistrza.

Dlaczego użyto do tego strony urzędowej? Treść była równie mocna, co ogłoszenie radnych, obie strony coraz śmielej w siebie uderzają. Uderzają na zasadzie „ad personam”.

Strona urzędowa, jeśli dobrze rozumiem, służy urzędowi, jak i mieszkańcom. Wrzucane są na nią informacje, jak i komunikaty. Mieszkaniec chce sprawdzić czy urząd miasta będzie czynny w Wielki Piątek, a spotyka się z pismem od Krzysztofa Lipińskiego będącego burmistrzem, który nie pozostaje dłużny radnym.

I tutaj już odniosę się do samej treści pisma, które moim zdaniem o wiele bardziej zaszkodziło burmistrzowi, a nie radnym.

Jak najbardziej rozumiem chęć reakcji. Jak najbardziej rozumiem potrzebę ustosunkowania się do publikowanych informacji. Ale, po pierwsze, jest to strona urzędowa, a po drugie jest to burmistrz.

Więc, gdyby burmistrz napisał coś w stylu, że publikowane informacje są nieprawdą, natomiast wyciągnie konsekwencje wobec ich treści. Napisał coś w stylu, że jest Wielki Tydzień i nie będzie się wdawał w tego typu polemikę. I napisał coś w stylu, że idą święta i życzy wesołego jajka.

Burmistrz zachowuje w ten sposób twarz i pokazuje, że najważniejsi są mieszkańcy, którzy może po prostu nie chcą tego wszystkiego czytać i brać w tym udziału, tym bardziej przed Wielkanocą. Bo jeżeli adresujemy pismo do mieszkańców, to spodziewamy się treści dla mieszkańców. A co dostajemy? „Drodzy mieszkańcy, radni to ciule. Drodzy radni, jesteście ciulami.”

Po co te osobiste wycieczki? Są to ważne informacje, które trzeba przekazać? Są inne sposoby do tego, choćby konto na portalu społecznościowym, z którego burmistrz korzysta. Nie ma strachu, media na pewno by podłapały taką informację i zapewniły odpowiedni rozgłos.

Mówienie czy pisanie o pokorze ma to do siebie, że łatwo ją podważyć. Naprawdę nie spodziewałem się, że zostanie ona podważona w kilku kolejnych zdaniach zawartych w jednym piśmie.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE