Reklama

Okiem Kucharza: Nie chcę być burmistrzem!

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: Nie chcę być burmistrzem! - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności … Ani radnym. Ani senatorem, ani posłem ani prezydentem. Królem albo jakimś dyktatorem też nie chcę być.Też czasem tak macie, że myślicie sobie „co by było gdyby”? I snujecie jakieś plany na temat alternatywnej rzeczywistości, w której to będąc w trudnej sytuacji jesteście osobami decyzyjnymi? No cóż… ja czasem tak mam.Może to nie jest do końca normalne, ale pomaga mi mniej więcej wczuć się w skórę danej osoby. I łatwiej jest mi wówczas zrozumieć przesłanki, którymi ona się kieruje.Czasem nam bardzo łatwo jest oceniać zdarzenia. A dzieje się tak dlatego, że patrzymy na to z perspektywy trzeciej osoby, która nie bierze w tym absolutnie żadnego udziału. Jesteśmy zwykłymi obserwatorami, którym brakuje tylko popcornu i coli. Albo frytek i piwa, co kto woli.Ojj, jak łatwo jest wtedy wydać wyrok i obwieścić naszą opinię. Tym bardziej, że niezależnie od tego czy jest ona negatywna czy pozytywna, nie wpływa tak naprawdę na otaczającą nas rzeczywistość. Ot, po prostu wyrażamy swoje zdanie, pewni swojej racji, z którą ktoś się może zgodzić lub nie.Tak sobie ostatnio myślałem o naszym samorządzie i moim ostatecznym wnioskiem było: „ku**a, dobrze, że mnie tam nie ma”. Bogate intelektualnie, nie? To znaczy, w tym wniosku chodziło mi o to, że chyba się nawet cieszę, że nie muszę podejmować decyzji, głosować i tak dalej, bo jakby tak się przyjrzeć całkiem na serio obecnej sytuacji to... różowo nie jest. 

Już się zabieram do składania wyjaśnień, uprzedzę tylko, że część z nich może nie zawierać kompletnej całości informacji, bo po prostu ich nie posiadam. W końcu sam Arystoteles mówił, że przy pogłębianiu wiedzy ważna jest świadomość jej braku. Ale dobra, bo znowu zgubię wątek.

Na posiedzeniu komisji gospodarki i mienia byli mieszkańcy osiedla Królów i osiedla kwiatowego. Chcieli zwrócić uwagę na katastrofalny stan dróg (o ile możemy to nazwać drogami), na brak oświetlenia i na to, że problem nie istnieje od wczoraj ale od iluś tam lat.

Ich rozgoryczenie jest jak najbardziej zrozumiałe. Jeśli ktoś powie, że tam jest niezła nawierzchnia, niech się wybierze na spacer zimą w tamten rejon.Tyle, że tutaj samorządowcy stają przed trudną decyzją, ponieważ taka inwestycja pochłonie niemałe pieniądze z budżetu miasta.

Jeśliby chcieli to zrobić ze środków własnych, musieliby przesunąć naprawdę dużą kwotę na remont. I jedni będą się cieszyli i z aprobatą przyjmą decyzję, natomiast drudzy powiedzą: „Ejże! Tam jest pięć domków na krzyż a wy im drogę robicie? To innych nie trzeba robić?”

W tym najczarniejszym scenariuszu, gdzie miasto nie otrzyma dofinansowania na tę inwestycję, musi kombinować z pieniędzmi jakie posiada. Niemałymi pieniędzmi. Kto się odważy zrezygnować z większej inwestycji? Rozumiecie o co mi chodzi? Byłaby to decyzja niewątpliwie dobra, lecz czy popularna?

Ok, inny przykład. Problem Jednostki Budżetowej „Zieleń Miejska” i braku zaplecza. To trzeba zrobić. Aby ta jednostka funkcjonowała i służyła przez lata, potrzebne jest około pół miliona złotych. I teraz wyobraźcie sobie sytuację, że miasto rezygnuje z inwestycji w postaci sali sportowej przy SP3, bo musi reanimować jednostkę. I znowu. Decyzja dobra, ale czy popularna?

Podam jeszcze inny przykład. Teren znajdujący się naprzeciw Polo Marketu. Miasto postanawia zrobić prezent mieszkańcom i chce tam postawić wielgachny, bezpłatny parking. Dlaczego akurat parking? Ano, narzekał ktoś kiedykolwiek na nadmiar parkingów? Chyba nie. Inwestycja potężna, sam Krzysztof Urbański mówił, że potrzebny jest tam ciężki sprzęt. Trzeba też odkupić teren od właściciela. No, spora kwota.

I teraz, w związku z tym wszystkim, pada informacja, że Dnia Dziecka nie będzie. Basenu też nie będzie. No bo, jak to ładnie samorządowcy mówią, budżet nie jest z gumy. Coś za coś. I znowu pojawia dylemat: decyzja może i dobra, ale czy popularna?

Ostatnio pojawił się problem tzw. „stażowego”. To znaczy, pracownicy z 20-letnim stażem otrzymują takie same pieniądze, co pracownicy z rocznym stażem pracy. Jest to pewien rodzaj niesprawiedliwości. No i urząd miasta postanawia zlikwidować ten proceder we wszystkich podległych mu jednostkach. Znowu, trzeba przeznaczyć na to niemałą kwotę, to po pierwsze, a po drugie, ta podwyższona kwota będzie już na stałe wpisywana do budżetu. Chyba, że nagle pozwalnia się tych ludzi albo polikwiduje część jednostek. A w dodatku, dostaniemy wiadomość, że miasto zrezygnowało z jakiejś inwestycji. Ponownie mamy dylemat: decyzja dobra, ale czy popularna?

Tak, wiem, że jest to ten czarny scenariusz, gdzie miasto nie otrzymuje środków zewnętrznych. Pozwoliłem sobie to wszystko uprościć, aby pokazać, że czasem trzeba podjąć trudną, dobrą i cichą decyzję. Coś, czego tak naprawdę politycy nienawidzą.

Bo każdy by chciał podejmować same przyjemne decyzje. To czy basen będzie miał jedną czy dwie zjeżdżalnie i tak dalej…  Jednak, niestety, czasem trzeba podejmować te trudne decyzje, których tak naprawdę część osób zupełnie nie zrozumie, albo nie będzie o nich wiedzieć.

No bo kogo będzie interesowało to, że dzięki danej decyzji ileś tam osób zachowało pracę? On chce basen i już!

Dlatego… nie, nie chcę być politykiem. Może inaczej, nie chcę być politykiem z sumieniem (a takowe chyba posiadam), bo niestety zdarzają się politycy-idioci bez sumienia i bez pomyślunku, którzy nie mają bladego pojęcia co robią i jak ważne decyzje muszą podjąć. Problem polega jedynie na tym, że oni sami się nie wybierają.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE