Reklama

Okiem Kucharza: Nieważne jak mówią, ważne, że mówią

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: Nieważne jak mówią, ważne, że mówią - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Aktualności No i stało się. Łęczyca ponownie w ogólnopolskich mediach, znowu przedstawiona negatywnie i zauważyłem, że natychmiast powstały dwa obozy wśród łęczycan, których stanowiska są jasne. Pierwszy obóz można podsumować zdaniem „Olaboga burmirszcza obrażajom!”, natomiast drugi to: „Pijak i złodziej! Bo każdy pijak to złodziej!”. W skrócie: dwie skrajności, które nie boją się wyrażać swoich opinii i bronią swoich racji. Jest również trzeci obóz, który twierdzi, że to wszystko działa na niekorzyść Łęczycy i krytykują opublikowany materiał. Przy okazji dostaje się Krzysztofowi Lipińskiemu i Teresie Budzińskiej za to, że w ogóle do takiej sytuacji doszło.Moim zdaniem nie ma co krytykować stacji za to, że zainteresowała się tematem, bo… od tego są media. Możemy oczywiście skrytykować sam materiał, a mianowicie, treść zawartą w owym materiale. Że nierzetelna, że nieprawdziwa, że nie wszystkie fakty przedstawione, et cetera. Ale krytyka mediów za to, że żyją tematem? Moim zdaniem nietrafiona.Żeby zobrazować sposób działania mediów, pozwolę sobie przedstawić taką sytuację. Wyobraźmy sobie, że pani x idzie do sklepu, kupuje chleb i masło. Koniec. Czy kogoś to zainteresuje? Czy ktoś kupi gazetę lub poświęci  5 minut na obejrzenie materiału o pani x? Niekoniecznie. 

Teraz druga strona medalu. Wyobraźmy sobie panią x, która idzie do sklepu po chleb i masło. Wyszła  i nie zapłaciła! I teraz, zależnie od mediów, mamy szczegółowe przedstawienie sytuacji. Jedne media robią symulację „zakupów” pani x, rozmawiają z kasjerem, rozmawiają z panią x itp. Natomiast inne media jadą z grubej rury i krytykują, załóżmy, MOPS, burmistrza, rozmawiają z rodziną i znajomymi pani x i robią reportaż o tym, jak to polskie państwo zaszkodziło pani x i jak ona teraz musi żyć na marginiesie żeby dopuszczać się kradzieży chleba i masła! Czy to się sprzeda? Pewnie.

Z żalem o tym piszę, ale my, ludzie, mamy taką naturę, że chętnie oglądamy, czytamy o złych rzeczach. Czy jest to objaw zwykłej ciekawości czy czegoś więcej? Nie wiem, tu warto pytać psychologa (albo psychiatry). Po prostu, jesteśmy (a przynajmniej większość z nas) ulepieni z takiej gliny, że zawsze zainteresuje nas to, gdzie dzieje się źle. Więc nie ma co krytykować mediów, za to, że w ogóle zainteresowały się tematem.

***

Wracając do głównych bohaterów naszej lokalnej afery taśmowej i obozów, które z jednej strony zaciekle atakują, a z drugiej ślepo bronią, uważam, że warto wstrzymać się z osądem. Sprobujmy podejść na trzeźwo do tej sytuacji. W polskim prawie istnieje zasada domniemania niewinności (praesumpto boni viri), czyli, że oskarżony pozostaje niewinnym, dopóki nie udowodni mu się winy. Tak w skrócie.

Kierując się zasadami logiki, którą kocham i nienawidzę zarazem, a o czym pisałem wcześniej, to oskarżonemu winno udowodnić się winę. Nie na odwrót, czyli, że nie powinno być sytuacji, że oskarżony ma udowodnić swoją niewinność. Jest to błąd logiczny, bowiem niemożliwym jest udowodnienie negacji. Nie udowodnię nieistnienia czegoś.

Tak więc mamy złożone zawiadomienia do prokuratury zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. W tym momencie to prokuratura zdecyduje, czy złożone zawiadomienia mają podstawę prawną. Na tę chwilę temat pozostaje w zawieszeniu. Jeżeli prokuratura zdecyduje, że istnieje podstawa prawna do wszczęcia śledztwa w tej sprawie (załóżmy przeciwko burmistrzowi, aczkolwiek warto pamiętać o zawiadomieniu złożonym wobec drugiej strony) wtedy będziemy mówić o burmistrzu wobec którego prowadzone jest śledztwo. Czy okaże się łapówkarzem (jak zwał tak zwał)? Ano… tego nie wiemy, ponieważ nie znamy decyzji sądu.

Sytuacja, jak na warunki łęczyckie, jest trudna. Nie ma co czarować rzeczywistości, że wszystko układa się świetnie. Między burmistrzem a większością rady nie ma chemii i obawiam się, że nie będzie, dopóki jedna ze stron nie przegra. W poprzednim felietonie pisałem o tym, żeby samorządowcy poszli na plażę. Może teraz niech pójdą na wódkę i wyjaśnią sobie niesnaski?

Gdzieś tam, w tle, przewija się wątek referendum. Referendum…. Ok, w sprawie czego? Odwołania burmistrza? Odwołania rady? Załóżmy, że rada z burmistrzem się nie dogada i referendum, o którym się mówi, będzie ostatecznością. Tylko, no właśnie, kto kogo będzie odwoływał? Musimy wziąć pod uwagę, że referendum nie jest za darmo i jest związane z ogromnymi kosztami.  Załóżmy odwołujemy burmistrza. Ok, są wybory, przychodzi nowy… i co wtedy? A jak nowy nie dogada się z radą? I sytuacja odwrotna, a jak nowa rada nie dogada się ze starym burmistrzem?

Nie uważam ewentualnego referendum za zły pomysł. Uważam, że jeżeli przez najbliższe trzy i pół roku mamy oglądać jakieś przepychanki bez korzyści dla miasta, może się ono okazać niezbędne. Może, ale nie musi. Jeżeli się okaże, trzeba przemyśleć wszelkie pro et contra.

***

Żeby nie było, że tytuł nietrafiony… No cóż, o Łęczycy mówi się w całej Polsce, w kontekście tego jednego tematu. Ale to chyba lepszy temat niż łatka jaką ma Sosnowiec, nie?

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE