Reklama

Okiem Kucharza: O pustych krzesłach i dalekosiężnych planach

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: O pustych krzesłach i dalekosiężnych planach - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Jak tam wrażenia po weekendzie majowym? Wypoczęliście? Wybawiliście się? Pogoda dopisała? No bo ja ze swojej strony muszę przyznać, że było grubo. Koncerty, stoiska, światła, jedzenie… a nie, to działo się w Kutnie. I w Uniejowie. I w chyba większości miast ościennych.A jak było w Łęczycy?… - tak było. W bajkach jest to lepiej ukazane, bo zazwyczaj jak jest cisza i spokój to słychać w oddali pohukowania sów oraz harcujące świerszcze i koniki polne. Jak możecie to dodajcie sobie te efekty dźwiękowe do powyższego komentarza i uzyskacie pełen obraz niesamowitości, jaką zostaliśmy uraczeni.Chciałbym pozytywnie ocenić uroczystości trzeciomajowe, ale większość określeń jakie nasuwają mi się na myśl są niestety pejoratywne. Odniosłem wrażenie, że zostało to odbębnione z powodu smutnego obowiązku, żeby nie było totalnej klapy, w postaci braku czegokolwiek.W wyniku tego zamiast święta wyszła stypa. Gdyby ktoś przejeżdżał i nie wiedział w jakim jest kraju, mieście i co to za dzień, pomyślałby, że właśnie są wygłaszane mowy pogrzebowe. Tak to wyglądało, bo nawet na twarzy oficjeli nie widziałem entuzjazmu, który oczwiście nie jest wymagany, ale idealnie wypełniał obraz nędzy i rozpaczy.Ludzie chcą imprez, chcą zabaw. Zdecydowana większość mówi jednym chórem, że miasto Łęczyca umiera, przede wszystkim przez tę zabójczą ciszę. I trudno im się dziwić, bo nie oszukujmy się, zbyt rozrywkowi to my nie jesteśmy. 

Pamiętam, jak pod koniec maja zeszłego roku pisałem felieton o koncertach na Dzień Dziecka. Doskonale rozumiem rozgoryczenie mieszkańców brakiem imprez, choć sam jestem sceptykiem. A jestem tym sceptykiem przede wszystkim dlatego, że, tak jak pisałem w zeszłym roku, musimy sami się określić – czy jesteśmy bogaci i bawimy się na bogato, czy jesteśmy biedni i dążymy do bogactwa. Aby sę bawić na bogato.

Jeżeli budżet byłby zadowalający, czyli taki, gdzie nagły wydatek nie będzie stanowił problemu i nie będzie polem bitwy politycznej, społeczeństwo wręcz powinno wymagać, aby samorząd zapewnił mu odpowiednią paletę rozrywek.

Aktualnie jest jak jest, dlatego nie potrafię z czystym sumieniem napisać wprost – bawmy się jak w Kutnie.

Ktoś może pomyśleć, że mnie to majowe słońce mocno już przegrzało, skoro najpierw piszę o stypie, a potem, w jakiś tam sposób, usprawiedliwiam tę stypę.

Nie do końca. Zmierzam w tym wszystkim do tego, że to, co było 3 maja, powinno być znakiem dla rządzących, że taki rodzaj uroczystości nie cieszy się popularnością. I że nie są wymagane gwiazdy ogólnopolskiego formatu grające na placu Kościuszki co tydzień, ale wymagany jest zarodek pomysłowości.

Nie oszukujmy się, czasem sama głośna muzyka puszczana z odtwarzacza, parę stoisk plus kiełbasa z grilla spowodują, że mieszkańcy sami będą wiedzieć, co mają ze sobą zrobić. Nie musi być pompatycznie, aby było fajnie.

***

Hmm, ostatnio w łapki wpadła mi intrygująca gazetka-ulotka. Przeczytałem w niej o sklepie wędliniarskim, o sali bankietowej, o wypożyczalni samochodów, o targach służb mundurowych. Było tam również zaproszenie burmistrza Ozorkowa na I Ozorkowski Jarmark. Ogólnie, interesujące informacje.

Ale co to? No tak! Tam była jeszcze jedna informacja, skierowana do mieszkańców Łęczycy, autorstwa burmistrza Krzysztofa Lipińskiego o tym, że jak na niego zagłosują i jak wygra wyb…. A nie, chwila. Już po wyborach.

Już się poprawiam. Tam była informacja burmistrza na temat prac prowadzonych w mieście. Ba, prac… Tam było o potężnych inwestycjach i o tym, jak to praca wre i o dalekosiężnych planach. Podam fragment:

- Myślimy też o przyszłości. Zamierzamy wreszcie wybudować w Łęczycy produkt turystyczny z prawdziwego zdarzenia. Będziemy poszerzać i organizować posiadany przez miasto potencjał turystyczny i atrakcje w taki sposób, by skutecznie przyciągać turystów. Rozbudujemy też naszą strefę ekonomiczną. Chcemy by wreszcie pojawiły się w niej nowe zakłady. Strategiczne zmiany w naszym mieście planujemy z udziałem mieszkańców.

No i mi się wtenczas lampka zapaliła, bo podobny ton dalekosiężnych planów gdzieś już widziałem i słyszałem. Ha! Wiem, gdzie to było!

Pamiętacie scenę z filmu „Dom zły” gdzie zootechnik rozmawiał z gospodarzem na temat biznesu i wspólnie liczyli zysk z czegoś, czego jeszcze nie zaczęli? Doskonale pamiętam ten dialog, jak obaj odpowiednio zmotywowani polską odmianą ambrozji ściskali się wzajemnie i krzyczeli do siebie:

-Zdzisiek!
- Eduś!
- Zrobimy to!
- K***a! Zrobimy to!

Co prawda Paulo Coelho ze mnie żaden i raczej kiepski ze mnie mistrz porównań, ale tak jakoś mi się te dwie sytuacje skojarzyły.

Już nie chcę się znęcać nad samą treścią owego, nazwijmy to, listu otwartego, bo nie ma sensu. Koń jaki jest, każdy widzi.

Główne pytanie jakie mi się nasuwa, brzmi: po co? Naprawdę. Po co? Po co to wszystko, po co to ogłoszenie i kto podsunął ten pomysł?

Zmierzam do tego, że miasto, a i owszem, powinno się promować. Powinno regularnie informować mieszkańców o realizowanych inwestycjach i tak dalej…

Ale, kurczę, jeżeli już jest plansza do wykorzystania i ta plansza jest tam, gdzie są głównie reklamy, to nie można było zrobić tak jak to zrobił burmistrz Ozorkowa i zaprosić mieszkańców na jakąś imprezę? Ahh, zapomniałem. W tym dynamicznym rozwoju, w maju będziemy mogli pobawić się na Majówce Zdrowia organizowanej przez… starostwo.

Po co ten odzew do narodu i to w takiej formie? Mieszkańcy Łęczycy może są i biedni, ale na pewno nie umysłowo i każdy samodzielnie potrafi ocenić sytuację.

Jeżeli już zaistniała konieczność i potrzeba podania takiej informacji, to można było to zrobić na 1000 innych sposobów. Lepszych.

A tak? K***a, zrobimy to!

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE