Reklama

Okiem Kucharza: Opozycja zaplutym karłem postępu?

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: Opozycja zaplutym karłem postępu? - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Aktualności Finito. Skończył się maraton walnych zgromadzeń w „Łęczycance”, gdzie spółdzielcy wybierali, jak się okazało, nową władzę, dając tym samym wyraźny sygnał, że nie są zadowoleni z obecnych działań rady nadzorczej. Pisząc w skrócie – wygrała opozycja i śmiem twierdzić, że wygrała opozycja, która opozycją była od zawsze, póki nie miała władzy. Jaki los czeka największą spółdzielnię w Łęczycy? Nie będzie bloku na ulicy Kaliskiej? Będą podniesione opłaty? Będzie kotłownia przy każdym bloku, żeby zaoszczędzić na cieple? Nie wiem, nie jestem wróżbitą Maciejem, nie znam aż tak dobrze klimatu tej spółdzielni, więc nie wiem. Odkładam karty na bok i zakrywam kryształową kulę. A fusy wyrzuciłem.Całe to zamieszanie, „afera kartkowa”, kłótnie i awantury związane z wyborami do rady nadzorczej skłoniły mnie do przemyśleń na temat samej opozycji. Miałem okazję rozmawiać z politykami z różnych frakcji i każdy, naprawdę każdy, mówił mniej więcej to samo: opozycja jest potrzebna, bo patrzy władzy na ręce. I myślę, że w tym stwierdzeniu jest prawda, to jednak mam dziwne wrażenie, że ci, będący u władzy chcieliby zadusić opozycję, a opozycja, która chce władzy, chce zadusić władzę. Taki odwieczny konflikt, który będzie tak długo trwał, jak będą ludzie żyli i mieli możliwość głosu.Nie piszę tutaj o konkretnej opozycji, tak więc uprzejmie proszę, aby nie szukano przekazu podprogowego. Nie piszę o opozycji w radzie powiatu, w radzie miasta czy którejś z gmin. Piszę czysto ogólnikowo i teoretycznie, bo zauważyłem, że opozycja  jest potrzebna i niepotrzebna zarazem. 

Często sama opozycja dzieli się na pewne subgrupy, gdzie jest podział na dyplomatów i krzykaczy. Dyplomaci chcą na spokojnie rozmawiać z władzą, patrzeć jej na ręce i mówić „nie”, wtedy, kiedy uznają to za słuszne. Potrafią współpracować z władzą, jeśli widzą pewne punkty wspólne, ale kierują się rozsądkiem i wiedzą, że na pewne rzeczy nie mogą się zgodzić. Jakie względy nie pozwalają im na aprobatę działań władzy to już osobna kwestia.

No i są też krzykacze, którzy z powodu wewnętrznych zasad negują wszystko co się rusza, bo przecież ich racja jest „najmojsza”. Nie liczy się efekt, nie liczy się poparcie, liczy się to, że władza nie ma racji, działa na szkodę wyborców i ma podpisany pakt z Mefistotelesem. Tak po prostu. Z czystej zawiści i głupoty trzeba zarżnąć watahę, zastosować jakieś brudne zagrywki i odebrać koryto. Kierują się moralnością Kalego, choć i z tym bywa różnie.

Dostało się opozycji, a co z władzą? Otóż, moim zdaniem, siła władzy zależy od siły opozycji. Jeśli opozycja jest zwarta i silna, władza może mieć bardzo poważny problem z argumentacją swoich racji. Natomiast, jeśli w opozycji liderują krzykacze, władza tak naprawdę nie ma politycznego problemu. Krzykaczy można bardzo szybko zanegować, zdyskredytować i ośmieszyć. Generalnie – jeśli coś się nie uda, zawsze zwala się winę na opozycję. Bo ma czelność być i nie mieć racji.

Jednak te gierki polityczne, które momentami przypominają partię w warcaby graną przez sześciolatków mają jedną, ogromną wadę. Nie przynoszą korzyści dla nikogo. Te głupie podziały powodują powstanie zasłony dymnej dla rzeczywistych działań, a raczej ich braku. W tych rozgrywkach nie ma dobrych i złych, są po prostu ludzie, którzy na pustych hasłach unoszą się jak bania na wodzie. No, ale ta bania ma to do siebie, że pozostaje pusta.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE