Reklama

Reklama

Rok Kina Górnik za nami. Rozmawiamy z właścicielem Krzysztofem Łuczakiem

Opublikowano: śr, 16 lis 2016 07:30
Autor:

Rok Kina Górnik za nami. Rozmawiamy z właścicielem Krzysztofem Łuczakiem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności 11 listopada był nie tylko Świętem Niepodległości, ale dla niektórych także małym jubileuszem, ponieważ rok wcześniej łęczyckie Kino Górnik obchodziło swoje ponowne otwarcie. Co przez ten rok udało się osiągnąć? Jakie plany kino zamierza zrealizować w najbliższej przyszłości? O tym i o wielu innych rzeczach dowiecie się z naszej rozmowy z właścicielem kina Krzysztofem Łuczakiem. Pamiętam jak Pan w rozmowie z nami, jeszcze przed reaktywacją kina, mówił, że chce, aby to było „100% kina w kinie”. Udało się ten cel osiągnąć?Udało się dlatego, że nie mamy żadnych kabaretów, żadnych estrad, żadnych teatrzyków, z uwagi na to, że jest to drenaż rynku, bo jeśli zaczniemy sprzedawać bilety na inne imprezy, to przestaniemy sprzedawać bilety na filmy, a poza tym nie jest to dobra polityka dla wytrawnego widza, który regularnie chodzi. Wtedy ta regularność jest zakłócona, bo a, to teatrzyk, a, to przedstawienie… Nie. Jest to kino do pokazywania filmów. Więc cel osiągnięty?Tak, również dlatego, że gramy większość premier.Ciężko się walczy o takie premiery?Ciężko jest wtedy, kiedy są np. dwie, trzy razem. Wtedy trzeba wręcz jedną wyeliminować. Z 10% dość znaczących filmów niestety nam uciekło. Czasem gramy coś z poślizgiem, po premierze, jak Warcraft.Pozytywnie natomiast są odbierane przedpremiery.No właśnie! Powiem szczerze, że nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ludziom może aż tak zależeć na terminie. Przedpremiery rajcują i ludzie wręcz ścigają się o to, aby być pierwszymi, którzy obejrzą. Ja odbieram siebie jako tradycyjnego widza, który woli obejrzeć film w drugim, czy trzecim tygodniu. Przedpremiery cieszą się popularnością i cieszymy się, że udaje je się realizować. 

Reklama

I kino zapewne chce kontynuować ten pozytywny trend…

Tak. Nie każdy dystrybutor, co prawda, stwarza możliwości przedpremierowe, co przekłada się różnymi uwarunkowaniami, ale tam, gdzie jest to możliwe próbujemy, bo widzimy zainteresowanie.

Wielu sceptyków mówiło, że po reaktywacji kino po jakimś pół roku upadnie. Wy świętowaliście 11 listopada swój jubileusz.

Wydaje się, że osiągnęliśmy pewne stadium regularności, ponieważ tę widownię określiłbym jako powtarzającą się. Jest pewna middle class, taki środek, który tę statystykę, poprzez wielokrotne odwiedzanie kina, utrzymuje. Trend jest wzrastający, ponieważ po roku, 11 listopada, dało się zauważyć, że część ludzi była pierwszy raz w naszym kinie. Ten duży tytuł, czyli „Pitbull”, zaciągnął świeżą widownię, która nie była u nas wcześniej. Więcej będziemy wiedzieć po kolejnych miesiącach, bo będziemy mieli możliwość porównania: listopad do listopada, grudzień do grudnia i tak dalej. Wtedy to nabierze cyklicznego charakteru. 

Sama widownia jest lokalna, czy udaje się ściągać ludzi z sąsiednich powiatów?

Wydaje się, że bardzo duże wspomaganie daje teren. Szeroko pojęty powiat plus Uniejów, Poddębice, Krośniewice, Ozorków… Samo miasto nie dałoby nam takiej frekwencji, która sięga 60 tys. widzów w pierwszym roku. Średnio mamy 5 tys. na miesiąc. 

Spotkanie z Włodzimierzem Matuszakiem cieszyło się niemałą popularnością. Macie zamiar w przyszłości ściągać aktorów do Łęczycy?

W przypadku pana Matuszaka to było fajne, bo było związane z Łęczycą, a sam dystrybutor miał trochę interesu, aby artystę ściągnąć. I to się sprawdziło, bo ludzie chcieli się skonfrontować, zobaczyć. Natomiast przy innych tytułach jest to możliwe, ale tylko przy polskich. Nie ściągniemy tu przecież Mela Gibsona. 

Przy polskich tytułach tak, ale mówimy o sezonowych filmach, jak „Listy do M.”, czy „Planeta Singli”. W tym roku wyrasta na lidera „Pitbull”. Ale to wszystko są koszty. Aktorzy są obwarowani różnymi umowami, przepisami. Jeżeli ktoś nas wesprze, w ramach promocji, to dlaczego nie? Ale komercyjnie patrząc, to są to koszta. Wie Pan, na wierzchu jest fajnie, ale pod spodem już niekoniecznie. 

W przyszłym roku kino będzie kontynuowało imprezy, takie jak „Babskie wieczory?”

Tak. One w zależności od tytułów przeobrażają się również w babsko-męskie wieczory. Jest to wyjście naprzeciw głównemu widzowi. Babskie wieczory ściągają głównie panie do kina, które są również zainteresowane innymi rzeczami, bo przecież są stoiska kosmetyczne itp.. Nabrało to charakteru cyklicznego i można zauważyć te grupy towarzyskie, które gdzieś tam przed czy po seansie, spędzają wspólnie czas. 

Jak już jesteśmy przy takich imprezach, to wspomnę także o maratonach. Nieźle przyjęły się także urodziny dla dzieci. No i będziemy Sylwestra robić. W tamtym roku fajnie się to przyjęło, były dwa filmy, kończymy przed północą lampką szampana. W ubiegłym roku na dużej sali przy drugim filmie było 140 osób, więc prawie komplet. Ale też na polskich produkcjach, więc widać, że ludzie to fajnie odbierają, aby stary rok jeszcze spędzić w kinie.

Można zauważyć, że kino ma klimat kameralny, co jest pozytywnie odbierane. 

Wie Pan, to wynika z powtarzalności widza. Są to miłośnicy kina, kinomani. Teraz widzimy powrót kinomanów z ubiegłego roku z jesieni, bo latem był to sezon ogórkowy, czyli wychodziły mniejsze tytuły, a w dużej mierze były skierowane dla dzieci. Take wakacyjne, lekkie. Natomiast jesień przynosi poważniejsze tytuły i widzowie wracają.

Więc reaktywacja i ten rok były udane. A coś się nie udało?

Niestety parę rzeczy się nie udało, ale jesteśmy cały czas na prostej wznoszącej. Parę rzeczy na pewno trzeba dopracować. Na przykład to, aby w świadomości lokalnego widza było regularne zaglądanie w nasz repertuar, abyśmy nie popadli w jakąś sztampę. Postawiliśmy gablotę na mieście, w centralnym punkcie, dzięki uprzejmości burmistrza. Chcemy przede wszystkim dotrzeć do widzów, choćby przez Internet i Facebooka. Zachęcamy też widzów do kupowania biletów przez Internet, bo to wiele upraszcza. Rezerwacje upływają pół godziny przed seansem, a kolejki czasem są ogromne. Kino jest kameralne, obsługujemy bilety i przy okazji mamy bar. 

O! Jeśli chodzi o udane rzeczy, to z pewnością udała się trzecia sala, uruchomiona od sierpnia, na 24 fotele, gdzie często jest komplet, co tworzy kompensatę na kontynuowanie dużych tytułów. W pierwszym tygodniu na dużej sali, w drugim na średniej, a w trzecim, dla spóźnialskich, na małej.

Czego sobie życzycie w tym drugim roku?

Najlepszym życzeniem i najlepszymi oczekiwaniami to są super hity. Więc, życzymy sobie super hitów. Dobrych tytułów, bo one same się obronią. Jest coś takiego, że jak jest tytuł nośny, zanim zacznie się go promować, on sam już się wypromuje, pocztą pantoflową, jak np. „Pitbull”. I wtedy mamy komplety, więc tego sobie życzymy. Im więcej kompletów, tym mniej zależności od banków.

Dziękuję serdecznie za rozmowę i oby życzenie się spełniło. 

Dziękuję również. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.