Reklama

Reklama

Ubiegłotygodniowa ulewa okiem firmy Kampmann – nie musieliśmy zatrzymywać produkcji

Opublikowano: śr, 14 cze 2017 07:30
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Intensywne opady deszczu, jakie miały miejsce w ubiegłym tygodniu w jasny sposób pokazały, że z żywiołem – niezależnie w jakiej formie – nie ma żartów. Woda najbardziej dała się we znaki firmom znajdującym się na strefie ekonomicznej, a sama ulica Lotnicza prowadząca do niej, była przez dłuższy czas nieprzejezdna. Najgłośniej było o firmie Kampmann, gdzie pracownicy we własnym zakresie działali, aby zapobiec nieszczęściu. O tym, jak to wyglądało z ich perspektywy tego feralnego dnia opowiada manager techniczny Roman Kamiński.- Zaalarmowani zostaliśmy już w nocy, że w trakcie opadów poziom wody znacznie się podniósł. Nie było jakiegoś bezpośredniego zagrożenia, jednak poziom był na tyle wysoki, że pracownicy podjęli działania w celu poinformowania kierownictwa firmy. Okazało się, że wody na okolicznych terenach było tak dużo, że rankiem wjazd na teren zakładu był praktycznie niemożliwy – relacjonuje. Roman Kamiński od razu podjął decyzję o kontakcie ze sztabem kryzysowym oraz zrobił wizję lokalną przepustów. Tam też spotkał się z władzami, gdzie przekazał sprawę. - Sztab kryzysowy miasta już działał. Pojechaliśmy potem do nas, gdzie stwierdzono, że przepusty są drożne. Napływ wody był jednak tak duży, że stan wody się podnosił. Miasto wsparło nas workami i pożyczyło żwir.Na zdjęcach poniżej - przepusty i ich drożność. Fotografie wykonane przez Romana Kamińskiego podczas wizji lokalnej

Reklama

Prezes Marta Maciaszek opowiada, że firma utrzymywała stały kontakt ze starostwem powiatowym. Wyróżnia także ogromną pracę wykonywaną przez „sąsiadów”, czyli Komendę Powiatową Straży Pożarnej i komendanta st. kpt. Wojciecha Pernala. 

- Komendant straży pożarnej zrobił wizję lokalną i wezwał do nas jednostki. Straż pojawiła się bardzo szybko, a komendant błyskawicznie podejmował decyzje na temat planów działania. Faktycznie była już potrzeba wypompowania wody, która wchodziła studzienkami na teren zakładu. Potrzebna była tutaj zgoda urzędu miasta, ponieważ woda byłaby wypompowywana na ich teren. Z tego co wiem sztab kryzysowy ze starostwa próbował skontaktować się z kimś z urzędu miasta w sprawie podjęcia decyzji, ponieważ przynajmniej jeden z przepustów trzeba było poszerzyć, aby udrożnić odpływ. Za godzinę, półtorej przyjechał tutaj pan Urbański i pani Lewińska i sztab podjął decyzję. To już się działo ponad nami, to była kwestia uzgodnień sztabów. 

Na terenie Kampmanna działało kilka zastępów straży pożarnej, co pani prezes podkreśla, że dzięki ich pracy woda nie dostała się na halę produkcyjną. 

- Na szczęście nie musieliśmy zatrzymywać produkcji, woda w ogóle nie dostała się na teren hali i to w dużej mierze, dzięki wsparciu straży pożarnej. 

Marta Maciaszek mówi, że w następnym tygodniu odbędzie się wewnętrzne spotkanie firmy, gdzie wspólnie postarają się wyciągnąć wnioski, aby uniknąć takich sytuacji w przyszłości. 

- Nadal widzimy tutaj kilka zagrożeń. Będziemy mocno zwracać uwagę na to, co robi miasto i władze powiatu, aby cały ten odcinek Czartówki utrzymać w dobrej kondycji, która umożliwi przepływ wody. Będziemy mocno monitorować ten temat. Poza tym, tak naprawdę robimy to co roku. Właścicielem odcinka na ulicy Lotniczej jest miasto i co roku musimy, niestety, kilka, kilkanaście razy interweniować u władz miasta i w Zieleni Miejskiej po to, aby ten odcinek został doprowadzony do odpowiedniego stanu. W tym roku na przykład kompletnie nic się nie działo i widzimy, że stan jest fatalny. Drugim zagrożeniem jest wybijająca woda ze studzienek i będziemy podejmować różnego rodzaju działania. Prawdopodobnie będziemy potrzebowali wsparcia firmy zewnętrznej  i będziemy szukali kontaktu jeśli nie na zakup, to na najem wysoko wydajnej pompy, w przypadku, gdyby straż pożarna była potrzebna w innych miejscach.  Wybieramy się również z podziękowaniem do komendanta straży pożarnej, ponieważ jego wsparcie było bardzo cenne. 

Jedną z ważniejszych informacji, jakie przekazała pani prezes to dementi plotki, która głosiła, jakoby firma miała zamiar zmienić lokalizację

- Nie planujemy uciekać z Łęczycy. Po raz drugi uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy położeni na trudnym terenie, więc na pewno podejmiemy pewne działania. Liczymy na to, że władze miasta nas wesprą, ponieważ z jakiegoś powodu ten teren przeznaczyły pod strefę. To one znały historię tych terenów i to one wiedziały, jaka jest tutaj sytuacja hydrologiczna na tych terenach. Jednak w pełni świadomie te tereny inwestorom sprzedały, więc mamy nadzieję, że teraz wesprą inwestorów w walce ze skutkami tego, w jakim terenie oni się znajdują. 

Firma Kampmann zatrudnia ponad 100 pracowników z terenu miasta i powiatu łęczyckiego i jest niezawodnym partnerem w zakresie wiodących systemów grzewczych, chłodzących i wentylacyjnych.

Fotografie poniżej przedstawiają sytuację z dn. 7 czerwca (środa), fot. Roman Kamiński

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.