Reklama

Okiem Kucharza: A miało być tak pięknie…

Opublikowano:
Autor:

Okiem Kucharza: A miało być tak pięknie… - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Aktualności Dzisiejszy felieton miał być o czymś innym. Pomyślałem sobie, że oszukam system i napiszę jakiś tekst już wcześniej, bo temat i tak by był w miarę aktualny. Ale jak to Zenek Martyniuk określa „przekornym losem”, tak też się stało i w moim przypadku. Bo, myślę, że Stefan Siarzewski by się zgodził, cały misterny plan poszedł w p***u. Miało być o czymś innym, jest o czymś innym.„Wielki tenis – kupa błota, nasza głucha rybka złota. Aaaa miało być tak pięknie…” I biedny Jurek dostaje w lapę. Nie ukrywam swojego uwielbienia do filmu (a raczej filmów) Juliusza Machulskiego. I choć z poziomiem niektórych jego komedii jest różnie, jedno trzyba mu przyznać. Ma chłop to coś.Imprezy Sylwestrowe wspominam różnie. Jednego roku udana, innego niekoniecznie. Wszystko jest zależne od ludzi, atmosfery, wódki jedzenia, muzyki… no i przede wszystkim od mojego nastawienia. Czy akurat tego dnia będę umiał się bawić, czy może nie? Jakby to podsumować, to jednak nie było Sylwestra, którego wspominałbym z wybitnym niezadowoleniem i niesmakiem. Być może to kwestia nostalgii, może czegoś innego… nie wiem. Ogólnie Sylwestry są zazwyczaj spoko.

Być może z roku na rok robię się coraz bardziej emocjonalny i główną oceną wpływającą na podsumowanie sylwestrowej imprezy jest to, że nikomu nic się nie stało. Dosłownie. Że nie było żadnego incydentu, który mógłby spowodować uszczerbek na zdrowiu. I nie chodzi o to, że taki ze mnie hardcor, że na krawędzi balkonu znajdującego się na trzecim piętrze spijam z cyców modelki Johnny’ego Walkera, tylko o to, że tak po prostu… nikomu nic się nie stało.

Życie bywa przewrotne – wylewy, zawały, udary… to wszystko gdzieś się czai. I im starszy jestem, tym bardziej uświadamiam sobie, że tak naprawdę potrzebna jest chwila, której nie przewidzimy, aby stała się tragedia, która może napiętnować nasze życie. Takiej tragedii nikomu nie życzę. I nigdy nie będę życzył. Niby jest takie powiedzenie: „Nigdy nie mów nigdy”, ale to zbyt poważna i przykra sprawa.

Więc… Zakończenie 2015 roku. Huczna zabawa Sylwestrowa, wspólne świętowanie już od godziny 22 przed Ratuszem Miejskim. Muzyka, fajerwerki, integracja mieszkańców Łęczycy i całego powiatu łęczyckiego. Ej! Chodźcie, świętuje wraz z nami, bawcie się – gorąco zapraszały władze samorządowe.

I nie ma co się dziwić, widmo wspólnej imprezy zawsze jest fajne. Ale co to? No tak! W końcu! Po tych dniach wyczekiwania stało się! Otworzyli lodowisko! Mało tego, udostępnili! Kiedy? Ano w Sylwestra! Ej! Chodźmy wszyscy bawić się na dziedziniec zamku łęczyckiego! Muzyka, taniec, śpiew!

Piszę to bez krzty ironii. Nie wbijam nikomu szpileczki. Naprawdę, pomysł przedni. Jako mieszkaniec Łęczycy czułem ogromną satysfakcję z tego, że moje miasto nie jest typowym, za przeproszeniem pipidówkiem, ale miastem, które umie się bawić i do tej zabawy zaprasza wszystkich.

- Więc co się stało, że się zesrało?! – zakrzyknął Siara. No cóż, zawinił tutaj czynnik ludzki, zjawisko naukowo nazywane głupotą. Nie ma żadnego usprawiedliwienia tego, że w momencie, kiedy na dziedzińcu przebywało x ludzi, ktoś postanowił rzucić tam petardę.

Nie wiem, czy to był przypadek, czy nie. Nie wiem, czy ktoś stracił kontrolę nad tym eksplodującym przedmiotem, czy raczej nad swoim mózgiem, ale stało się. Możemy nazwać to szczęściem, że nikt nie odniósł urazu i że każdy (przynajmniej taką mam nadzieję) zdążył w porę zareagować.

Ale łut szczęścia nie obliguje do powiedzenia „nic się nie stało”. Absolutnie nie. Stało się. I trzeba pomyśleć i wyciągnąć konsekwencje. Bo tam były dzieci. Tam byli ludzie, którzy się bawili. Tam byli ludzie dorośli (niektórzy o kulach). Gdyby petarda spadła o kilka centymetrów bliżej, dalej? Zareagowaliby? Kto ponosi za to odpowiedzialność?

Ja wiem kto. Organizator. Bo czasem, choć nawet się tego nie spodziewamy, trzeba myśleć o kilka ruchów do przodu. Przewidzieć absolutnie wszystko. Impreza na dziedzińcu, przy lodowisku? Brzmi świetnie, naprawdę. Ale, co z wyjściem ewakuacyjnym? Jest tylko jedno. Gdyby, nie daj Boże, ktoś zechciał je w jakikolwiek sposób zneutralizować, dochodzi do absolutnej paniki. Nie ma drogi ucieczki.

Czy nie lepiej byłoby zorganizować tę imprezę przy Ratuszu? Komuś przychodzi do głowy głupi pomysł? Proszę bardzo, można uciec niemalże wszędzie, jest to otwarta przestrzeń. Jednak na dziedzińcu organizujemy? Ok., ale wchodzimy bez petard i przedmiotów, które mogą służyć za niebezpieczne. Że jest to trudniejsze logistycznie do organizacji? No to wracamy przed Ratusz. Być może nie zauważyłem (i jeśli tak było, niech ktoś mnie poprawi), ale widziałem tam tak naprawdę tylko dwóch strażników miejskich. Czy dwoje ludzi, w przypadku masowej paniki, zapanuje nad chaosem? Przy ogromnej wierze w ich umiejętności, naprawdę nie sądzę.

A miało być tak pięknie… Wspólne życzenia, fajerwerki puszczane z wieży zamkowej, burmistrz rozdający w pocie czoła cukierki… I na co to komu, jakby ktoś wyszedł z imprezy z poparzeniami albo bez oka?

Dramatyzuję? W żadnym wypadku. Jeżeli chce się coś organizować, trzeba imprezę dopiąć od A do Z. My stanęliśmy na literce B. A może nawet Ą. Że nikomu nic się nie stało, a może nawet połowa ludzi nie zauważyła incydentu? Być może. Ale mówmy pełnymi zdaniami: Na szczęście nikomu nic się nie stało. I wyciągnijmy z tego wnioski.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE